OSTATNIE WPISY
Wysiadamy padnięte z autobusu na dworcu w Bangkoku. Tym razem nie udaje nam się załapać na minibus. Lekko wyśmiane (też bym się śmiała z dwóch paniusi targających walizkę po przydworcowych wertepach i pytających o busa) idziemy złapać taksówkę. Nie ustalamy jeszcze jazdy na taximeter, więc zamiast drogi wartej 50B płacimy 200B. Takie koszta niewiedzy.



Bez zbędnego rozpisywania się (żarciki się mnie dzisiaj trzymają): dalsza część zapisu wspomnień z Phuket.


 
 Wypruwając sobie przy tym żyły, dzielnie kasowałam kolejne linijki tekstu, nieudolnie starając się uporządkować chaotyczne notatki i wspomnienia. W końcu ujrzawszy długość tekstu zrozumiałam, że nawet (rzekomo) kochająca mnie rodzina nie będzie w stanie przebrnąć przez to wszystko, podzieliłam więc tekst, zdjęcia powrzucałam w kolaże i nareszcie mogę podzielić się moimi uwagami na temat wycieczki.

I w końcu spać spokojnie.