Wysiadamy padnięte z autobusu na dworcu w Bangkoku. Tym
razem nie udaje nam się załapać na minibus. Lekko wyśmiane (też bym się śmiała
z dwóch paniusi targających walizkę po przydworcowych wertepach i pytających o
busa) idziemy złapać taksówkę. Nie ustalamy jeszcze jazdy na taximeter, więc
zamiast drogi wartej 50B płacimy 200B. Takie koszta niewiedzy.


