OSTATNIE WPISY
Czas nadrobić kilka zaległych postów. Zaczynamy od trzeciej odsłony konferencji IntoKorea, która odbyła się 23.maja w Bibliotece Jagiellońskiej w Krakowie. W tym roku tematem przewodnim wydarzenia było koreańskie tabu.

Po pierwsze, organizacja była na dobrym poziomie tak jak na 1.edycji konferencji, gdzie miałam szansę być obecna. Na każdą prezentację było przeznaczone po 20 minut i mimo że nie jest to czas wystarczający na wykorzystanie danego tematu w pełni, to prelegentom udało się nakreślić każdy temat w ciekawy sposób, przedstawiając najważniejsze jego aspekty.

W wydarzeniu brało udział również kilku zaproszonych w tej okazji Gości Specjalnych, m.in. Ambasador Republiki Korei w Polsce - JE Hong Ji In, który wygłosił przemowę inauguracyjną.

Zaproszeni Goście Specjalni (od prawej): I Sekretarz i Konsul RK w Polsce Kim Shik, dr Michał Lubina, Ambasador RK w Polsce JE Hong Ji-in, dr Ewa Trojnar
(źródło: Sekcja Koreańska Dalekowschodniego Koła Naukowego UJ)


Tematów prezentacji prelegentów było sporo, jednak mnie najbardziej zaciekawiły trzy kwestie poruszone na konferencji: 'Adopcje - niechciane dzieci Korei Płd' Martyny Szymczyk, 'Niezamężne matki i nieślubne dzieci Korei Płd' Anety Kuriaty oraz 'Problem, którego nie ma. Sytuacja LGBT w Korei Płd' Dominiki Janus.
Poza konferencją, 23.maja w Bibliotece Jagiellońskiej można było również przyjrzeć się galerii zdjęć z Korei w ramach wystawy 'Odkryj piękno Korei'.




Niestety, byłam na konferencji tylko do 16:30, więc ominęła mnie jej końcowa część. Mimo wszystko cieszę się, że po raz drugi miałam okazję być słuchaczem IntoKorea i przyznam szczerze, że trochę żałuję, iż również nie zgłosiłam się do wystąpienia, może w przyszłym roku się odważę :) 
Poniżej kilka zdjęć, które udostępniam dzięki uprzejmości Sekcji Koreańskiej Dalekowschodniego Koła Naukowego UJ.





Gdzie jest Wally? :)





Zdjęcie straaaszne - ale to ja w akcji kk

Nasz pierwszy patronat! :)))



형님그떄마다 도와 주셔서 항상 감사하고 사랑하고 미안해요벌써 보고 싶어요 ㅜㅜ 내년에 다시 봐요! 


Do trzech razy sztuka J 
Mój trzeci wyjazd do Korei Południowej może i był najkrótszy, ale na pewno tak samo szczególny jak ten, kiedy po raz pierwszy stanęłam na koreańskiej ziemii.

Mimo że oficjalnie małżeństwem zostaliśmy dwa dni wcześniej, to właśnie 9.maja, czyli datę wesela, obraliśmy na rocznicową datę naszego ślubu. Wesele bowiem przerosło nasze oczekiwania i wynagrodziło w pełni stres związany z całym wydarzeniem, czy też trudy podróży do samej Korei.

Było pięknie, zabawnie i uroczyście, z rodziną i przyjaciółmi u boku (żałuję, że nie było z nami wszystkich członków rodziny od strony polskiej, ale my vs logistyka 0:1) i rzeszą ludzi nam bliższych i dalszych, którzy świętowali z nami ten szczególny dzień.

Obiecałam sobie, że nie będę się za bardzo rozpisywać, ale chciałabym podziękować przede wszystkim mojej kochanej szwagierce, bez której za Chiny i za Japonię nie zdołalibyśmy zorganizować wszystkiego będąc w Polsce oraz (w takim samym stopniu!) wszystkim, którzy wsparli nasz polski team na weselu - mojej Mamie, Tacie, Babci i Siostrze (tak, napisałam Cię z dużej litery Młoda!), Pani Marzenie, z którą stawialiśmy pierwsze kroki w nauce koreańskiego, no i oczywiście studentkom koreanistyki na Uniwersytecie Wrocławskim – Justynie (tak, tak, Justynie-Seoulmatowi!), Karolinie, drugiej Karolinie i Ani (Wasz prezent nas zniszczył laski!)

Poniżej zdjęcia z naszego koreańskiego ślubu – razem z obiecanymi opisami :) Enjoy!

1. MIEJSCE:  rekonstrukcja dawnej akademii konfucjańskiej w Daegu (대구 향교 - daegu hyanggyo)


2. STROJE: hanboki, a jakże! (więcej o hanboku przeczytasz tutaj)

















3. TRANSPORT: lektyka - sinbu gama (신부 가마) dla panny młodej, dla pana zaś sinrang gama (신랑 가마), czyli jak ja na to mówię - tron :P

4. ETAPY CEREMONII: przebieg ceremonii może różnić się nieco w zależności od firmy prowadzącej całą uroczystość, jednak w głównej mierze program ma te same filary.
1) Rozpoczęcie uroczystości przez Pana Prowadzącego.
2) Zapalenie świec przez obydwie mamy. 

3) Daerye - Nadejście i powitanie Pana Młodego przez rodzinę przyszłej żony - wejście smoka kk (wcześniej transport na w/w tronie)

4) Jeonanrye - Podarowanie drewnianej gęsi mojemu Tacie przez K. - ma ona symbolizować harmonię i miłość pomiędzy małżonkami; gęsi wiążą się w pary na całe życie i nie znajdują sobie nowych partnerów/partnerek w przypadku straty tego pierwszego/tej pierwszej - oznacza to obietnicę wierności do końca życia.


5) Nadejście Panny Młodej - czyli w końcu ja! (wcześniej transport w lektyce, na początku próbuję się z niej wdzięcznie wygramolić) Pokłon powitalny Pary Młodej.

6) Zajęcie właściwych miejsc (ja po zachodniej stronie stołu, K. - po wschodniej, nawet to się ładnie złożylo... :)) i mycie dłoni - które oznacza tutaj oczyszczenie zarówno ciała, jak i umysłu.

7) Gyobaerye - wymiana ukłonów, oznaczających wzajemne zobowiązanie. Wg zasady powinnam siadać po 'turecku' po każdym ukłonie, ale moje nieoceniane Panie Wspomagaczki nagięły dla mnie tę zasadę :)

8) Seuchunjirye - złozenie przysięgi przed Niebem i Ziemią, poprzez symboliczne wypicie alkoholu (łyczek ryżowego wina, naprawdę tylko łyczek kk) i zagryzieniem go placuszkiem z cukinii - ważne jest, by kubeczek znajdował się na poziomie oczu (Niebo), a placuszek był konsumowany na niższym poziomie (Ziemia). Wymiana miseczek(?).

9) Zakończenie części przeznaczonej dla wszystkich gości. Ukłony Pary Młodej razem z rodzicami.

10) Zdjęcia grupowe - moje ramiona już nie wytrzymywały :)


11) Pyebaek - ceremonia przeznaczona wyłącznie dla rodzin, odbywająca się w 'domu' Panny Młodej. Ukłony przed rodzicami i dalszą rodziną, łapanie woreczka wypełnionego daktylami przez Pannę Młodą (symbolizującego - liczne??? - potomstwo), przyjmowanie gratulacji i życzeń.





To by chyba było na tyle :) Po ostatnim etapie przebraliśmy się w luźniejsze hanboki i w końcu dotarliśmy na obiad do restauracji przy hyanggyo, z którego wyszło już większość gości czekających tylko po to, by się z nami przywitać i pożyczyć wszystkiego dobrego. 
Było mi strasznie miło widząc, że mimo iż większość gości przybyła ze strony Kuby, na naszym ślub ie znalazło się też kilku moich znajomych i szefów(!), poznanych w czasie wymiany studenckiej, konferencji i wspólnej pracy w Polsce, 
Ubolewam nad tym, że nie mamy jeszcze wszystkich zdjęć, w tym tych z występów dla gości (takich jak np. taniec z wachlarzami), które odbywały się w trakcie naszej posiaduchy "u mnie" w domu ;)
Jak dostaniemy resztę fot, to nie wykluczam, że jeszcze coś dorzucę :) A jak na razie dziękuję mam nadzieję, że nikogo nie zamęczyłam oglądaniem tylu zdjęć :)


~Jeśli masz dodatkowe pytania w związku z tym postem – skontaktuj się z nami lub napisz komentarz pod postem. Z chęcią odpowiemy na wszelakie pytania!
Ale mnie tu długo nie było! Praca, ślub, testy... bla bla, stara przyśpiewka, znamy to. No to do rzeczy kk


Fajnie byłoby pójść na łatwiznę i wrzucić od razu kilka fotek z naszego koreańskiego wesela, jednak bez wcześniejszego opisu mogą one kilka osób zdezorientować – dlatego dziś krótko na temat organizacji ślubu w Korei przez pary międzynarodowe.

Zacznijmy od strony formalnej: aby zawrzeć akt małżeński z obywatelem Korei Południowej, na terenie tego kraju, należy przede wszystkim przygotować niezbędne dokumenty. Podstawą są przede wszystkim: akt urodzenia (출생증명서), zaświadczenie o braku przeciwwskazań do zawarcia małżeństwa (미혼증명서) – obydwa przetłumaczone przez tłumacza przysięgłego na język koreański – oraz kopie paszportu. Napisałam ‘podstawą’, bo o wymagane dokumenty należy zawczasu wypytać we właściwym 구청 – czyli urzędzie obejmującym dany region. Warto również upewnić się, czy urząd koreański nie domaga się dodatkowo poświadczenia przetłumaczonych dokumentów przez Ambasadę RP w Seulu. U nas obyło się bez tego.

Zamknięcie sprawy formalności jest o wiele prostsze, niż gdyby miało się to odbyć w Polsce – krótka przeprawa z okienka do okienka, wypełnienie odpowiedniego formularza, dopisanie panny młodej do rejestru rodzinnego przyszłego małżonka i po dwudziestu minutach… tadam! – w świetle koreańskiego prawa jest się już małżeństwem. Przyznam szczerze, że ten aspekt koreańskiego palli palli (‘szybko szybko!’) bardzo nam odpowiadał, jako że mogliśmy wtedy zająć się już kwestiami związanymi z weselem.

A tu już sprawa nieco się komplikuje, bo mamy do wyboru dwie główne opcje, z których każda wymaga mniej więcej tyle samo zaangażowania w organizację i nie różni się zbytnio pod względem kosztów.
Wyjściem nr 1 jest wesele w stylu zachodnim, tzw. wedding hall (웨딩 ). Panna młoda w białej sukni, pan młody w stylowym garniturze, a uroczystość odbywa się w jednej z wedding hall właśnie, czyli salach bankietowych/konferencyjnych, zazwyczaj tych umiejscowionych w ekskluzywnych hotelach. Jednak tu kończą się podobieństwa w porównaniu z naszym weselem – całość bowiem trwa ok.20-30 minut, w trakcie których para młoda przechadza się po przygotowanym podwyższeniu, a goście w tym czasie pałaszują obiad, mniej lub bardziej zwracając uwagę na gwiazdy wydarzenia. Nie osądzam tu każdego tego typu wesela – wiadomo, że dużo zależy od gości. Ta opcja jednak zawsze średnio mi się podobała, zwłaszcza, że do Korei planowaliśmy zabrać część mojej rodziny i zależałoby mi na tym, by pokazać im tradycyjny aspekt Korei na jak najszerszym obszarze. 
(Do posta wrzucimy kilka zdjęć z wesela znajomej pary 'naszego' :) typu, czyli Seonyeong i Bartka :D Zdjęcia trafią tu pod koniec maja, stay tuned~).

Dlatego od razu zdecydowaliśmy się na opcję nr 2, czyli tradycyjny obrządek koreański. Wesele odbywa się w dawnych akademiach konfucjańskich (향교 - hyanggyo) lub tradycyjnych koreańskich wioskach (한옥 마을 - hanok maeul), trwa około dwóch godzin, a państwo młodzi mają na sobie tradycyjne stroje koreańskie, czyli hanboki (więcej o hanbok ). Szczegółowy opis i zdjęcia całego obrządku znajdziecie już w poście ze zdjęciami z naszego wesela – wystarczy kliknąć tutaj.

Zarówno w przypadku wedding hall, jak i tradycyjnego wesela, stroje można mieć swoje lub wypożyczyć – my korzystaliśmy z opcji nr 2, wypożyczając stroje nie tylko dla nas, ale także dla mojej mamy, babci i szwagierki (Paulina paradowała w sexi flexi kiecce, jako że na ślub hanboki mogą ubrać tylko kobiety zamężne).
Częścią wspólną dla obu rodzajów wesel może być też profesjonalna sesja zdjęciowa poprzedzająca całe wydarzenie – nie obowiązkowa, lecz ostatnimi czasy stanowiąca jeden z głównych punktów organizacyjnych dla koreańskich par planujących sformalizować swój związek. I nie tylko, bo też się skusiliśmy! Jedno ze zdjęć poniżej :)


Dziękuję Lemkinia za piękny wianek! 


~Jeśli masz dodatkowe pytania w związku z tym postem – skontaktuj się z nami lub napisz komentarz pod postem. Z chęcią odpowiemy na wszelakie pytania!

Wielu z nas ma swoją ulubioną książkę z dzieciństwa. Nawet nie taką, której treść można by recytować z pamięci, ale taką, którą z niejasnych powodów i nawet bez chęci czytania jej, znajdowało się na półce w domowej biblioteczce tylko po to, żeby dotknąć okładki, papieru, powąchać (naprawdę to tylko ja tak?) i przewertować, zatrzymując się na poszczególnych stronach.

Wysiadamy padnięte z autobusu na dworcu w Bangkoku. Tym razem nie udaje nam się załapać na minibus. Lekko wyśmiane (też bym się śmiała z dwóch paniusi targających walizkę po przydworcowych wertepach i pytających o busa) idziemy złapać taksówkę. Nie ustalamy jeszcze jazdy na taximeter, więc zamiast drogi wartej 50B płacimy 200B. Takie koszta niewiedzy.