OSTATNIE WPISY
Każdy z nas pewnie nie raz słyszał o tym, że będąc za granicą warto spróbować nowych, lokalnych potraw, poszerzać smakowe horyzonty... jak zwał tak zwał. Ja rozumiem i zgadzam się. Skłamałabym pisząc, że idea sama w sobie nie przypada mi do gustu – w końcu to naturalne być ciekawym nowego.

A ludzką rzeczą błądzić, jak się nie raz okaże.


Pomimo zapowiadanego na kolejne dni deszczu, upały w Korei nie odpuszczają. Niedawno, bo 13-ego lipca, wypadł tegoroczny Chobok – pierwszy z trzech dni określających najgorętszy okres w ciągu roku, tzn. sambok (삼복).

Nadrabiania część druga. Jak zwykle z poślizgiem, ale niestety jestem już drugi tydzień bez wifi (GOD, WHY, WHY ME?) i nie mogłam wrzucić fot. Aktualnie urzęduję u taty, więc korzystam, ile mogę, z nieodpłatnego neta u niego hahaha

Po weselu 9.maja zabraliśmy rodzinę na ekspresową wycieczkę do Gyeongju oraz Busan. 


Na początek kilka ciekawostek odnośnie każdego z tych miast:

*Gyeongju (경주) 
- uważane za miasto reprezentatywne dla koreańskiej architektury, ze względu na zachowane tu zabytki miasto jest ważnym ośrodkiem turystycznym w skali kraju
- już przy wjeździe można odczuć 'antyczną' atmosferę miasta - wszystko za sprawą charakterystycznych 'daszków', charakterystycznych dla każdego pałacu czy też świątyni buddyjskiej w Korei, umieszczanych nad każdym nowym nawet obiektem w mieście (brama miasta, stacje benzynowe, itd.) 
- ...w oczy może więc trochę razić Muzeum Koreańskiego Popu, zlokalizowane w Gyeongju. Nas poraziło :P

*Busan/Pusan (부산)
- największe miasto portowe i drugie, pod względem liczby ludności, miasto Korei Płd.
- co roku odbywa się tam Międzynarodowy Festiwal Filmowy (부산국제영화제) - wyświetlane były już na nim także i polskie filmy :)
- w Busan mieści się największy targ rybny w Korei - Jagalchi Market (자갈치시장)

W świątyni Bulguksa w Gyeongju natknęliśmy się na TŁUMY. Wszystko za sprawą wydarzenia dla dzieci - konkursu rysowniczego/malarskiego i innych atrakcji - zorganizowanego z okazji zbliżających się wtedy urodzin Buddy (24.maja). Mimo wszystko kompleks świątyni 'odhaczyliśmy', przy sklepiku z pamiątkami spotkaliśmy nawet naszego Rodaka! :) W niektórych miejscach (głównie tych, w których przesiadywał Budda) robienie zdjęć było zabronione, jednak kilka ładniejszych fotek cyknęliśmy. Do groty Seokguram, z monumentalnym posągiem Buddy, jednak nie dotarliśmy. Za to udało nam się przespacerować parczkiem przy Jeziorze Bomun.
Zdjęcia z Gyeongju zobaczysz klikając w link TUTAJ~


Busan, choć jest drugim pod względem liczby mieszkańców miastem w Korei, różni się od Seulu, i to w dużej mierze. Mimo iż drapacze chmur też często nam towarzyszą, nie jest to tak przytłaczające jak w stolicy kraju. Ponadto nabrzeże robi swoje :) Uwielbiam morze, czy to polskie, czy to za granicą. Nam pędem udało się zahaczyć głównie o Plażę Haeundae (해운대해수욕장) i Pawilon Haewol (해월정). Zdjęcie słynnego Diamentowego Mostu (광안대교) też mamy tylko w wersji nocnej - średnio wyraźne, ale następnym razem zdjęcia nie będą robione tosterem, tylko jakimś przyzwoitym sprzętem ;)
Zdjęcia z Busan zobaczysz klikając w link TUTAJ~


'Konkretniejszych' zdjęć nie ma dużo, jednak jak napisałam na wstępnie - zwiedzanie odbywało się w iście diabelskiej odmianie ppalli ppalli (kor. 'szybko szybko') i opierało się głównie... no właśnie, na pokazaniu czegoś poza Daegu. Pobyt był zbyt krótki na dogłębniejsze planowanie czegokolwiek poza zapoznaniem się dwóch rodzin, sesji ślubnych, przymiarką hanboków, no i weselem... Mimo wszystko, cieszymy się z Pauliną, że rodzinie się podobało, a to najważniejsze - zwłaszcza, że nasi najbliżsi już myślą o kolejnej podróży do Korei! A to już stanowi dla nas niemały sukces kk

Jeśli chodzi o mnie, w przyszłym roku mam zaplanowaną dłuższy trip po Korei (2-3 miesiące), wtedy na pewno ujrzycie na blogu szczegółowe relacje i opisy m.i.n Busan i Gyeongju właśnie :) A może i wcześniej? Kto wie, co tam planuje Młoda ;) 
Źródło
Ranek, około szóstej. Jak dla mnie jedyna część dnia, w której koreańskie lato nie daje w kość tak mocno, że człowiek nie jest w stanie zebrać myśli, nie mówiąc już o pisaniu notek o sensownej treści (i bez bluzgania na pogodę). Nie jestem pewna czy to już koniec jangmy, pory deszczowej, czy jeszcze nie, fakt faktem w nocy spadł długo oczekiwany przeze mnie deszcz, przynosząc zbawienne ochłodzenie, chwilową ulgę, której kres położy zapewne kolejny 37-stopniowy dzień.
No, aż człowiekowi lżej. Koniec marudzenia. Czas wykorzystać przyjemną pogodę i nagryzmolić kolejną notkę J A do opisania sporo. Zacznę jednak zwięźle, wiadomo, tak ja mam to w zwyczaju ;> Dzisiaj na widelec (pióro? klawiaturę?) biorę Samulnori.
Czas nadrobić kilka zaległych postów. Zaczynamy od trzeciej odsłony konferencji IntoKorea, która odbyła się 23.maja w Bibliotece Jagiellońskiej w Krakowie. W tym roku tematem przewodnim wydarzenia było koreańskie tabu.

Po pierwsze, organizacja była na dobrym poziomie tak jak na 1.edycji konferencji, gdzie miałam szansę być obecna. Na każdą prezentację było przeznaczone po 20 minut i mimo że nie jest to czas wystarczający na wykorzystanie danego tematu w pełni, to prelegentom udało się nakreślić każdy temat w ciekawy sposób, przedstawiając najważniejsze jego aspekty.

W wydarzeniu brało udział również kilku zaproszonych w tej okazji Gości Specjalnych, m.in. Ambasador Republiki Korei w Polsce - JE Hong Ji In, który wygłosił przemowę inauguracyjną.

Zaproszeni Goście Specjalni (od prawej): I Sekretarz i Konsul RK w Polsce Kim Shik, dr Michał Lubina, Ambasador RK w Polsce JE Hong Ji-in, dr Ewa Trojnar
(źródło: Sekcja Koreańska Dalekowschodniego Koła Naukowego UJ)


Tematów prezentacji prelegentów było sporo, jednak mnie najbardziej zaciekawiły trzy kwestie poruszone na konferencji: 'Adopcje - niechciane dzieci Korei Płd' Martyny Szymczyk, 'Niezamężne matki i nieślubne dzieci Korei Płd' Anety Kuriaty oraz 'Problem, którego nie ma. Sytuacja LGBT w Korei Płd' Dominiki Janus.
Poza konferencją, 23.maja w Bibliotece Jagiellońskiej można było również przyjrzeć się galerii zdjęć z Korei w ramach wystawy 'Odkryj piękno Korei'.




Niestety, byłam na konferencji tylko do 16:30, więc ominęła mnie jej końcowa część. Mimo wszystko cieszę się, że po raz drugi miałam okazję być słuchaczem IntoKorea i przyznam szczerze, że trochę żałuję, iż również nie zgłosiłam się do wystąpienia, może w przyszłym roku się odważę :) 
Poniżej kilka zdjęć, które udostępniam dzięki uprzejmości Sekcji Koreańskiej Dalekowschodniego Koła Naukowego UJ.





Gdzie jest Wally? :)





Zdjęcie straaaszne - ale to ja w akcji kk

Nasz pierwszy patronat! :)))



형님! 그떄마다 도와 주셔서 항상 감사하고 사랑하고 미안해요! 벌써 보고 싶어요 ㅜㅜ 내년에 다시 봐요! 


Do trzech razy sztuka J 
Mój trzeci wyjazd do Korei Południowej może i był najkrótszy, ale na pewno tak samo szczególny jak ten, kiedy po raz pierwszy stanęłam na koreańskiej ziemii.

Mimo że oficjalnie małżeństwem zostaliśmy dwa dni wcześniej, to właśnie 9.maja, czyli datę wesela, obraliśmy na rocznicową datę naszego ślubu. Wesele bowiem przerosło nasze oczekiwania i wynagrodziło w pełni stres związany z całym wydarzeniem, czy też trudy podróży do samej Korei.

Było pięknie, zabawnie i uroczyście, z rodziną i przyjaciółmi u boku (żałuję, że nie było z nami wszystkich członków rodziny od strony polskiej, ale my vs logistyka 0:1) i rzeszą ludzi nam bliższych i dalszych, którzy świętowali z nami ten szczególny dzień.

Obiecałam sobie, że nie będę się za bardzo rozpisywać, ale chciałabym podziękować przede wszystkim mojej kochanej szwagierce, bez której za Chiny i za Japonię nie zdołalibyśmy zorganizować wszystkiego będąc w Polsce oraz (w takim samym stopniu!) wszystkim, którzy wsparli nasz polski team na weselu - mojej Mamie, Tacie, Babci i Siostrze (tak, napisałam Cię z dużej litery Młoda!), Pani Marzenie, z którą stawialiśmy pierwsze kroki w nauce koreańskiego, no i oczywiście studentkom koreanistyki na Uniwersytecie Wrocławskim – Justynie (tak, tak, Justynie-Seoulmatowi!), Karolinie, drugiej Karolinie i Ani (Wasz prezent nas zniszczył laski!)

Poniżej zdjęcia z naszego koreańskiego ślubu – razem z obiecanymi opisami :) Enjoy!

1. MIEJSCE:  rekonstrukcja dawnej akademii konfucjańskiej w Daegu (대구 향교 - daegu hyanggyo)


2. STROJE: hanboki, a jakże! (więcej o hanboku przeczytasz tutaj)

















3. TRANSPORT: lektyka - sinbu gama (신부 가마) dla panny młodej, dla pana zaś sinrang gama (신랑 가마), czyli jak ja na to mówię - tron :P

4. ETAPY CEREMONII: przebieg ceremonii może różnić się nieco w zależności od firmy prowadzącej całą uroczystość, jednak w głównej mierze program ma te same filary.
1) Rozpoczęcie uroczystości przez Pana Prowadzącego.
2) Zapalenie świec przez obydwie mamy. 

3) Daerye - Nadejście i powitanie Pana Młodego przez rodzinę przyszłej żony - wejście smoka kk (wcześniej transport na w/w tronie)

4) Jeonanrye - Podarowanie drewnianej gęsi mojemu Tacie przez K. - ma ona symbolizować harmonię i miłość pomiędzy małżonkami; gęsi wiążą się w pary na całe życie i nie znajdują sobie nowych partnerów/partnerek w przypadku straty tego pierwszego/tej pierwszej - oznacza to obietnicę wierności do końca życia.


5) Nadejście Panny Młodej - czyli w końcu ja! (wcześniej transport w lektyce, na początku próbuję się z niej wdzięcznie wygramolić) Pokłon powitalny Pary Młodej.

6) Zajęcie właściwych miejsc (ja po zachodniej stronie stołu, K. - po wschodniej, nawet to się ładnie złożylo... :)) i mycie dłoni - które oznacza tutaj oczyszczenie zarówno ciała, jak i umysłu.

7) Gyobaerye - wymiana ukłonów, oznaczających wzajemne zobowiązanie. Wg zasady powinnam siadać po 'turecku' po każdym ukłonie, ale moje nieoceniane Panie Wspomagaczki nagięły dla mnie tę zasadę :)

8) Seuchunjirye - złozenie przysięgi przed Niebem i Ziemią, poprzez symboliczne wypicie alkoholu (łyczek ryżowego wina, naprawdę tylko łyczek kk) i zagryzieniem go placuszkiem z cukinii - ważne jest, by kubeczek znajdował się na poziomie oczu (Niebo), a placuszek był konsumowany na niższym poziomie (Ziemia). Wymiana miseczek(?).

9) Zakończenie części przeznaczonej dla wszystkich gości. Ukłony Pary Młodej razem z rodzicami.

10) Zdjęcia grupowe - moje ramiona już nie wytrzymywały :)


11) Pyebaek - ceremonia przeznaczona wyłącznie dla rodzin, odbywająca się w 'domu' Panny Młodej. Ukłony przed rodzicami i dalszą rodziną, łapanie woreczka wypełnionego daktylami przez Pannę Młodą (symbolizującego - liczne??? - potomstwo), przyjmowanie gratulacji i życzeń.





To by chyba było na tyle :) Po ostatnim etapie przebraliśmy się w luźniejsze hanboki i w końcu dotarliśmy na obiad do restauracji przy hyanggyo, z którego wyszło już większość gości czekających tylko po to, by się z nami przywitać i pożyczyć wszystkiego dobrego. 
Było mi strasznie miło widząc, że mimo iż większość gości przybyła ze strony Kuby, na naszym ślub ie znalazło się też kilku moich znajomych i szefów(!), poznanych w czasie wymiany studenckiej, konferencji i wspólnej pracy w Polsce, 
Ubolewam nad tym, że nie mamy jeszcze wszystkich zdjęć, w tym tych z występów dla gości (takich jak np. taniec z wachlarzami), które odbywały się w trakcie naszej posiaduchy "u mnie" w domu ;)
Jak dostaniemy resztę fot, to nie wykluczam, że jeszcze coś dorzucę :) A jak na razie dziękuję mam nadzieję, że nikogo nie zamęczyłam oglądaniem tylu zdjęć :)


~Jeśli masz dodatkowe pytania w związku z tym postem – skontaktuj się z nami lub napisz komentarz pod postem. Z chęcią odpowiemy na wszelakie pytania!